AGNIESZKA BIEGAŃSKA

- od „narodzin” Weny  towarzyszy koleżankom i kolegom z klubu  w ich zmaganiu ze Słowem. Mówi, że jej obecne życie w zasadzie jest „mało poetyckie": rodzina, codzienne kłopoty... Ale kto raz zaczął flirt z poezją, ten nie porzuca jej w pół drogi. Dlatego Agnieszka wciąż pisze swoje wiersze pełne tęsknoty za „jakąś odmianą". Inspiracją dla niej są także książki (jest absolwentką bibliotekarstwa) - wciąż pochłania ich spore ilości.

 

 

 

 

BO WKŁADASZ MI W USTA SŁOWA

 

Za wcześnie przyszła Muza –

dziewiąta z kolei

Może dziesiąta

Nie pamiętam

Jutro też ma przyjść

 

Słyszałeś

Nosi na sobie wczorajszą zimę

Bo lato za nudne

A ona

Ona lubi biel

Czerwoną ze wstydu

Ale biel

Biel i czerwień

A Ty wkładasz mi w usta słowa

Kolejne

Następne

Pisane wielką literą (oczywiście)

A po co

 

Nie widzisz -

Wiosna też może być szczęśliwa

 

 

 

„KRYMINAŁ, CZYLI ZEMSTA MATEK"

/Eric - Emmanuel Schmiti/

 

Tak jak chleb

Płaczę okruchami przeszłości

Jak żarówka

Po której żałoba czarniejsza niż noc

Tracę blask

Mówisz, że nie pamiętasz

Że przeszłość umknęła gdzieś

Schowała się

A Ty - bezduszny bazyliszek - nie szukasz

Wyciskasz serce do końca i...

Udajesz,

Że kochasz

Że szukasz,

Dochodzisz prawdy - co?

 

Zdjęcia

Mieszkanie

Schody ...

Nic

 

Napełniam kolejną szklaneczkę

Cisza

Za oknem wiatr buntuje do kolejnej zbrodni

Drzewa - schron przed samym sobą -

Udają że żyją

Księżyc rozciąga smugę napięcia

 

Nie

Pamiętam

Tylko...

Dlaczego nie Ciebie?

 

 

 

***

 

Znowu go widziałam

Siedział tam na wprost moich okien

Udawał że śpiewa

 

A ja wiem że on czeka

Czeka

Jakby chciał mnie uwięzić

Czeka

Jakby liczył moje błędy

Czeka

Jakby wiedział że kiedyś pogubię drogę

Czeka

Czeka

 

A ja wciąż jestem zajęta

 

 

 

MODLITWA GRZESZNYCH

 

noc

n o c

proste

niezłożone przesłanie

wołanie

odmawianie

kolacji

szampana

pacierza

 

amen

 

i dalej

"i odpuść nam"

te negliże

łapówki

seks w ciemnym korytarzu

"...odpuszczamy..."

komu? czemu?

im

spod ciemnej gwiazdy

spod latarni

z knajpy za rogiem

"...na pokuszenie..."

wodzą nas

myśli

zemsta

głód

i wołanie

"zbaw nas..."

od samych siebie

 

 

 

 

***

 

Wychodzi spoza naszych umysłów

coś co nie powinno "być"

Niewiedza doprowadza do nieskończoności

 

Na siłę niczego nie zrobimy

tabun wczorajszej miłości ocalił nas przed jutrem

przed wschodem słońca

przed zimą

niemożliwe stało się dla nas teraźniejszością

 

rozpalone dłonie żarzą jak oczy wilka w ciemnościach

nieposkromione obudziły nasze EGO

 

nie dajmy się

 

zaciśnięte dłonie bronią siebie - nas - ich

przed bezsensem przeszłości

ktokolwiek wytrzyma będzie...

 

i pozostanie

i się stanie

wstanie

i zniknie za kotarą nocy

 

 

 

 

ZAWÓD

 

Mam

I chcę dać

Nie chcesz

Szkoda

Miało być tak pięknie

 

 

 

 

NIECH SIĘ STANIE

/Karolinie/

 

Nie wiem co powiedzieć

jakich słów użyć

Myśli – jak bociany

odlatują do ciepłych krajów

 

Razem z Tobą

 

Niespełniona moja nadzieja

moje oczekiwanie

na coś

co się już nie ziści

 

Nieprzemyślane tematy

o tym co było

co zgubiło się pośród tłumu

 

Pozostał tylko cień

i…

„niech się stanie”

 

 

 

 

***

 

Głowa - Ból

Ból - Głowa

Ciągle

Ciągle

Zawsze

I teraz

Cierpienie

Dość

Kiedyś trzeba przestać

 

 

 

MOJE JA

 

Chcę dotknąć nieba

I ulecieć

Jak Pegaz na skrzydłach

Nie po nagrodę

Ani po sławę

 

Pozwólcie mi krzyczeć

 

 

***

 

Poezja dojrzewa

Niczym wino

W podziemiach umysłu

Rodzi się kolejne

„być albo nie być"

 

Po co zaprzątać głowę

Niedopatrzeniem

Zostawić

i dbać tylko o

wieczność

 

łatwe

 

(niemożliwe)

 

Zebrać plon słów

A jutro

Kierować na zachód

Drogą najdłuższą

 

Kierunek TWÓRCZOŚĆ

Stacja „MOJE JA"

 

 

 

 

WELON

 

Za tamtym oknem

 

Widzę

 

czarny pokój

twarz stara

pomarszczona

zaprasza mnie

na

ostatni bal

uścisk dłoni

 

- nie chcę -

 

Ciemność

przeraża mnie

 

wolę półmrok

 

Szara codzienność

jest lepsza

niż

niepewna jasność

 

Im dłużej idę

tym więcej zostaje

po moim dojrzewaniu