ADAM BOCZARSKI

urodził się w 1978 roku, mieszka w Namysłowie. Studiuje nieustannie etnologię i antropologię kultury - choć „państwowe” studia jako takie niedawno ukończył, zdobywając należne certyfikaty. Nadal studiuje także sztuki walki. Uwielbia muzykę bez względu na gatunek, pod warunkiem, że jest to dobra muzyka. Powiada, że interesują go ludzie – i tu cytuje Johana Edlunda: „W sercu każdego człowieka jest symbol siły głębokiej, o mocy wszystkim dostępnej.” Wspólnie z Marcinem Pasiecznikiem (klubowym kolegą) wydał w 2008 roku tomik suto ilustrowany a zatytułowany „Szukam linków do twojej duszy”.

 

 

A KYSZ!

 

W wierszach jest choroba i śmierć, chaos i zgrzyt.

Bzzztt - reakcja zwrotna na czyny!

W nich ukryte są metafizyczne równania, które boimy się wymówić,

a jeszcze bardziej grzech o „nich” choćby pomyśleć.

Odgarniamy je… gryzą nas jak szerszenie świadomości,

myślimy, że czeka za nie stos - więc „a kysz!”- krzyczymy.

 

Tłuste „tabu” jak prowincjonalna śmierć z „nich” wycieka.

A zapomnienie samotne, jak krzyk.

W cywilizacyjnych świątyniach konsumpcji dążymy

do kosmopolitycznych orgazmów doznań za wszelką cenę,

bo taką właśnie drogę nam wskazali.

 

Teraz na ołtarzach zagubienia budujemy naszą pseudosamoświadomość,

wierząc w przychylne „nic”.

A gdzie podziała się postmodernistyczna radość z „wszystkomożnostwa”,

podział na ironiczny dystans „idziewiększości”,

sarkastyczny bełkot plastikowej matki potrzeb?

 

Niewyobrażalna trywialność ust, pozostała jak szminka

ze zdrowego rozsądku kpin…

taka tyrania braku indywidualnego sposobu myślenia.

Wszędowłaztwo ciekowości umiera,

kalki kulturowo- społecznej hucpy, odbijają się jak tatuaże w bukiety utkane.

 

Więc zamykam mordę w kubeł i rżę w niebogłosy z naszej głupoty.

Tak zatarły się niuanse i rozsypały się niektóre dzieciństwa.

W pył- jak My.

 

A do Ciebie mam jedyną na świecie całym prośbę: zostaw mi proszę echo medytacji

i modlitwę.

Na ramionach krwi nosić „WszechJą” będę, tylko Ciebie…

 

 

 

 

KLOAKA RZECZYWISTOŚCI

 

Purpurowy gniot artystyczny, jakby zamazany niemocą słów,

co już niepotrzebne bo o wydźwięku artystycznym.

Czym jest i kim zarazem artysta - może antystą,

człekiem niezgadzającym się na próżność twórczej niemocy.

Dającym nadzieję beznadziejnikiem?

 

Jezus powiedział (ponoć) kiedyś:

„nie martwcie się o jutro, ono samo o siebie zadba".

A my jak w szale wojennym szpikujemy się strachem

i lękami wszelakiej maści.

Harmonia, różnice, kolor skóry, religie, filozofie, cele,

Prawda, zrozumienie, myśli, czyny, doświadczenia,

litanie wyliczań przeżyć, uczuć, emocji...

czym więcej tym szerzej.

 

A gdzie jest puenta, kto ją na barkach swojego

Życia przyniesie nam, tym którzy...

jak żywe trupy emocji...

Jestem za opcją wyśpiewaną przez Lecha Janerkę:

„ ...kto zbliży się do Prawdy zniknie ".

Potrójne Amen .

Idźcie w cholerę...

w Pokoju Chrystusa jestem!

 

 

P.S.

To drugie Drzwi od kuchni...

 

 

 

ZA D…Ę

 

I do cholery, nie zabraniaj mi tego, z czego czerpię Radość!

 

Antagonizmy uśpionej afirmacji dorobku ludzkości zbliżyły umysły i serca.

Rozmowa i na nowo klejenie myśli w ciasto M…i.

Przeszłość rozpoczęła astralną projekcję ujęć, jedno za drugim,

jak fotografie rzucone na stół.

Kładę rękę na jedną, potem drugą …

ucieka mi znów spod ręki śmierć.

Chciałem z Nią wyjechać na wieczne wczasy.

Bez Ciebie ja – nie ma ja…

 

 

Twoje strzępy Uczuć w nich ja… jak adoptowany obraz antybohatera…

Główny rozgrywający meczu o zagładę prawdziwej Miłości…

zaczął rozumieć świat, a w nim i Ciebie w sobie.

Straciłem część całości…

Karmiony lękiem, dałem się uwieźć niepewności

Stałem się radosnym gnojem co uwodzi Życie za d…ę!

 

 

 

ŚNIADANIE

 

Usłyszeć głupotę sytuacji

Książkowe bohaterstwo człowieka

Aktualnie to Ona mnie, nie ja Ją słyszę

Straciliśmy już śmieszność.

Ece pece, dialog jest po drodze,

Ona mówi; epok teraz jakby mniej.

A ja zbliżam się zacierając różnice sum naszych doświadczeń

Ale na razie to i tak nic nie zmieni. Nieuchronnie zadając i otrzymując pytania na odpowiedź.

 

Przepraszam

Ale według umie "życie jest takie właśnie nieapetyczne"

Po peszkowemu

 

 

MÓJ PIES BĘDZIE MIAŁ PRZEWROTNE IMIĘ – LUKSUS!

 

Dobrze, że mamy dwie nogi...

bo w momencie samotności możemy zawsze

jedną nogę do drugiej przytulić.

 

I wtedy następuje jakby bliskość.

Jeśli pragniesz odpowiedzi musisz mnie dotknąć.

Tak głosi slogan. Pogłaskać jak psa.

I wtedy linia mojego życia może Cię nawracać,

być prosta, spełniona, samotna, agresywna, zdradzona przez samą siebie,

aż osiągnie alfa zanikania...

I przechwyci ją Omega wszystkich kierunków światła Miłości.

 

Pokażę Ci ołtarze, jakich nikt nigdy nie widział - są w Tobie!

W Twoim „ sercumyśle ".

 

I wcale nie trzeba konkretów, wystarcza już ...

I jest fenomenem życie - każde!

A mój pies w niebie będzie miał przewrotne imię - LUKSUS.

 

 

GDZIE DO CHOLERY           

 

Ja znam tylko race, co po przeczytaniu gazet i tak nic nie będą znaczyły.

Tylko wiesz mnie jest jeszcze za mało żeby być znanym - ja mam twarz!

 

A zmarszczki mimiczne moich grzechów tworzą najbardziej sponiewierany symbol

popkulturowej publiczności -

krzyczący Krzyż ust!

Wiersz...

 

Na podstawie książek wydobywam z siebie dźwięki... moich liter.

Kolejna monografia antropologicznej niemocy swojego życia -

codziennie

wyśmiewana

przez Boga.

Brnie przez zobowiązania czasu,

na klombach, uczuciowych śmietnikach rośnie.

Staje się codzienną grą fizjologiczno-religijno-filozoficzno-rewolucyjną,

kupą bezwiednie wyrzucaną i zapomnianą

bo przecież to takie nieludzkie wypróżnianie się... fuuu

i śmierdzi do tego, aż nie przystoi ludzkości...

 

Krzyw, krzyw usta, prawda śmierdzi!

Lodowaty krasnal miłości, awangardy i niczego, wprowadza się na moje piętro nieba.

Spadówa!

Wynocha gównojadzie!

Szkaluj innych fatamorganą satysfakcji.

Gdzie do cholery z tymi buciorami, co?

I co teraz się we mnie zakochasz?

 

 

ZAPALNICZKA

 

Jesteś ogniem naszych uczuć!

Zwodzisz nas

Poezjo - zagubiona Matko Miłosierdzia,

daleka od słowa Miłość,

umiera przed Tobą Wieczność.

 

Właśnie Ty, bliska krewna cierpienia

skrywałaś dwojakie znaczenia słów.

Więziłaś nas w wersach z podwójnym dnem.

 

Próbowałem kilka razy Cię okiełznać „szkiełkiem i okiem".

Chciałem stać się chwilową Alfą i Omegą,

romantycznym pięciowymiarowym fizykiem kwantowym,

krzyczącym: E=mc2

Wszyscy stali i słuchali (jakby przemawiał do nich Mesjasz),
jakby czekali na błąd, na krzywe słowo
niewlatujące w ich trajektorię rozumienia
(parabolę prawdopodobieństwa prawdy).      

 

Zamarłem jak nieodpalona zapalniczka.

Nie ma już miejsca dla wad.

Otoczyłem się czasem.

Teraz rozumiem Japończyków - jest tylko tu i teraz.

 

 

Z AUTOMATU!


 

Stuka obcasami optymizm.

Dynamiczny zapis myśli.

Codziennie rano oddaję serię z automatu w brutalną bierność!

 

 

 

TAK SIĘ NA WYROST

 

W sześć dni się je...

Siódmego dnia się Kocha

Mówi się litanię na pokutę (?), a później się na Nią rzyga.

Tak się na wyrost.

Miłość teraz nie jest w modzie.

Kolejne tysiąc przelatuje lecie...

a Miłość na odwrót - nie wolno Jej.

Brak dla Niej słów i czynów.

Wzdrygam się od braku Miłości.

 

Jak śpiewał Patyczak: „Czasem Miłość trudniejsza jest niż śmierć"

Tak jakoś w tych czasach przesiąknęliśmy „wszystkim niczym'

że zabrakło nam „niczego wszystkiego"...

 

Żyjemy na wskroś, do przodu tyłem chcemy iść, nie widząc Drogi.

Tak to jest kiedy jest się na Świecie nowym, jak ja...

 

Po prostu palę się...

Wyplamił mi się cały Świat kazaniem...