STASZKOWE REFLEKSJE

Jak ten czas leci…  Takie trywialne na pozór stwierdzenie ma jednak głębszy sens, jeżeli chodzi o wenantów, wenantki i wenanciątka. Czas realny i czas poetycki splecione ze sobą w przypadku tej grupy poetyckiej są mieszanką niemalże wybuchową (biorąc pod uwagę również autorament Kazika - szefa). Uczestnicząc co jakiś czas w spotkaniach „Weny” przeżywam uczucia bardzo pozytywne, bo odmładzające. Wszakże to lat temu… (przemilczmy) w Namysłowie sam stawiałem pierwsze kroki na poetyckiej niwie. Towarzyszył mi już wtedy Kazik i Karolina, której dzisiaj już niestety nie ma fizycznie z nami. Kiedy zatem spotykamy się w Domu Kultury, wracam do tamtego pełnego magii czasu i mniemam, że taki sam, magiczny nastrój udziela się wszystkim obecnym. Mój związek z „Weną” jest bardziej uczuciowy, niż mi się kiedyś wydawało. To wszystko jednak nie byłoby takie piękne, gdyby nie mój przyjaciel Kazik, który czuwa nad tym, bym od namysłowskiej poezji zbyt daleko nie odszedł, nie zapomniał, nie zgnuśniał poetycko na moim głogóweckim gruncie. Cieszę się więc, kiedy mogę spotkać się, choć na krótko z tymi młodymi ludźmi, którym wyrażanie słowem siebie wychodzi nadspodziewanie elegancko i wyraziście. U siebie, niestety tego nie doświadczam, gdyż taki klub, jak Wasz nie istnieje. Nie istnieje również i w pobliskim Prudniku czy Krapkowicach. Stąd też moja szczera prośba – BĄDŹCIE, ISTNIEJCIE jak najdłużej, bo i moje istnienie dzięki Wam przedłuża się i nabiera mocniejszego kolorytu. Macie też poza tym taki atut, którego pozazdrościć Wam mogą inne poetyckie kluby na Opolszczyźnie – MŁODOŚĆ. A jest to skarb niezaprzeczalny i pielęgnowany w sercu może trwać wiecznie, czego życzę całemu Klubowi, a Kazikowi szefowi osobliwie, jako że druh mój, kompan i przyjaciel jest.

Staszek Młynarski” 

 

 

 

STASZEK MŁYNARSKI - były namysłowianin, od blisko 30 lat mieszkaniec Głogówka. Nauczyciel - polonista. Wierny kibic „Weny". W spotkaniach klubu uczestniczy śpiewając i grając na gitarze. Jego wiersze znaleźć można w kilku zbiorowych wydaniach „Weny". Staszek życzy nieustająco wszystkim Wenowiczom jak najpełniejszego wyrażania się w słowie zarówno mówionym, jak i drukowanym.