MOJE MODYFIKACJE, TRAWESTACJE, ADAPTACJE,

ALBO I WARIACJE NA TEMATY MICKIEWICZOWSKIE

 

MENU:

 

1.STRESZCZENIE „PANA TADEUSZA”  NA  SPOSOBY  CZTERY     (2)

2.ERRATA  DO „PANA TADEUSZA”                                                  (4)

3. NAPITEK  WOJSKIEGO                                                                 (5)

4. ODA  DO OGRODA                                                                       (6)

5. PIEŚŃ  ALMANZORY                                                                     (7)

6. POWRÓT  TATY                                                                            (8)

 

 

 

 

STRESZCZENIE „PANA TADEUSZA”  NA  SPOSOBY  CZTERY

I.

Tak miłość jak  tęsknotę poezji potęga,

Jak widać zawrzeć może i w dwunastu księgach.

 

GOSPODARSTWO: Panisko z nauk powróciło.

ZAMEK: - Wojski na muchy poluje, aż miło.

UMIZGI: Tadzio z Hrabią „przyrodzenie czują”.

DYPLOMATYKA I ŁOWY: Na misia polują.

KŁÓTNIA:…  Ale i planów zdradzieckich knowania.

ZAŚCIANEK: Śpiew żniwiarek (choć mgła dźwięki wchłania).

RADA: Kropić! Zalewać! Pluskać i wykalać!

ZAJAZD: Biją Soplicę, zamiast bić Moskala.

BITWA: Moskale przyszli Hrabiego popierać.

EMIGRACJA I JACEK: Wyznał i umiera.

ROK…pewien, w którym wojsko ma polskie komendy.

KOCHAJMY SIĘ: I wiwat: Zawsze, wszyscy, wszędy!

 

Przy takiej kondensacji owa epopeja

Nie znajdzie sobie równej, w całych naszych dziejach.

 

II.

O zabytkach traktuje Mickiewicza dzieło -

O tym co już ostatnie, co mija, minęło.

 

     Usnął ostatni w Litwie trybunału Woźny.

     Ostatniego Klucznika portret wielce groźny.

     Ostatni niedźwiedź wyszedł z swego matecznika;

     Wojski raz ostatni błysnął talentem muzyka.

     Wojski mistrzem ostatnim jest w noża rzucaniu,

     A Dobrzyński ostatni w rad dobrych dawaniu.

     Zjazd ostatni (w zamiarze), to koszmar koszmarów;

     Akord muszek i półton fałszywych komarów.

     Kończy zajazd ostatni Moskali poddanie.

     „Jam jest Jacek Soplica” - ostatnie wyznanie.

     Pośmiertnie już zasługi order wnet nagrodzi.

     Jankiel gra, Podkomorzy poloneza wodzi.

 

I jeszcze na ostatek dodać mi wypadnie,

Że wieszcz nasz był ostatnim, co pisał tak  składnie.

 

III.

Jak „Pana Tadeusza” zająć się scenerią,

Jeśli nic tu - prócz Żyda - nie jest całkiem serio?

 

     „Kościuszki” są na ścianach, a Moskal wśród gości.

     Nic dobrego nie wyszło z tragicznej miłości.

     Nasze niebo nad włoskim góruje niezbicie.

     Wojski umie na rogu grywać znakomicie.

     Gil sztucznie wyrobiony dał koncert z zegara.

     Macieja Dobrzyńskiego zagroda jest stara.

     Wiwat Szczerbiec, Półkozic, Rębajło, Mopanku!

     Nigdzie żaby nie grają, jak w naszym zaścianku.

     Cała seria obrazków wojennej natury.

     Polska ma być dla Lachów, a reszta to bzdury.

     Na niebie łuna dziwna bardzo dziwnie pała.

     Scyzoryk trafia wreszcie w ręce Jenerała.

 

Ot i koniec nareszcie, w głowie zamęt dziki -

Poezję trudno w karby wziąć ścisłej logiki.

 

IV.

 „Pan Tadeusz” to romans - w „Harlequinach” przecie

Więcej słów o miłości chyba nie znajdziecie.

 

     Tadeuszek przydybał w negliżu Zosieńkę.

     Miłość do Stolnikówny nie wszystkim na rękę.

     Telimena Zosieńce - rywalka rywalce.

     Przebudzony Tadeusz do krwi gryzie palce.

     Co trzeba umyć sobie, by być jak lilija?

     Tylko miłość ojczyzny nigdy nie przemija -

     Polskę kochaj nad wszystko, czcij jej obyczaje!

     Tadeusz przed babami chce zbiec w obce kraje.

     Major daje całusa, a Tadeusz w mordę.

     Zosieńce serce bije miłosnym akordem -

     Obiecuje wciąż czekać, kochać i pamiętać.

     Jej cioteńka w rozterce: Hrabiego? … Rejenta?

 

Choć mężczyzna w tytule, jasnym jest i kwita,

Że zza każdej sylaby wyziera kobita.

 

 

POWRÓT1

 

ERRATA  DO „PANA TADEUSZA”

 

„Był maleńki ogródek, ścieżkami porznięty,

Pełen bukietów trawy angielskiej i mięty.

Drewniany, drobny, w cyfry powiązany płotek

Połyskał się wstążkami jaskrawych stokrotek.”

 

Być może taki widok cieszyłby przed laty,

Dzisiaj męczy - za ckliwy, zbytnio kiczowaty,

Więc Zosieńka dość często wymyka się skrycie

Na łąki, podpatrywać na gorąco życie.

A jest na co poglądać, dziwując się szczerze,

Bo roślina jak człowiek, w każdej drzemie zwierzę,

Każda działa na zmysły i każda się smuci,

Jeśli nijak nie może dać upustu chuci.

 

Ot, w pobliżu na wietrze włos zielony splata,

Jakaś babka wysmukła (ta lancetowata)

I niby od niechcenia łodygę krokusa

Dotyka pieszczotliwie - w dotyku pokusa.

Zaś czarnuszka z cykorią błękitne spojrzenia

Tam kierują, gdzie cząber listki zazielenia.

Za czym tęsknią - wiadomo: Nic, że pieprz jest lepszy,

Lecz jeśli pieprzu nie ma, to i cząber pieprzy.

 

Dalej, w grubych łodygach omana azjaty,

Aż kipią namiętnością różnorakie kwiaty.

Cóż, lukrecję, nasturcję i miodną dziewannę

Nęci obcokrajowiec, jak niejedną pannę.

Kotłuje się to wszystko, z Gomorą Sodoma!

Zosieńka wzrok odwraca: Tfu, jeden z tyloma?!

Już przyzwoitszy, milszy jest wiosenny miłek,

On także chce uwodzić, ale nie na siłę,

 

Nie bezwstydnie, jak jego kolega nagietek,

Co to skąpym odzieniem uwieść chce kobietę.

Skąpa odzież? - co mówię, toż on całkiem nagi!

Oj, dobrze go nazwali, nie ma w nazwie blagi.

Tu Zosia roztrzęsiona zrywa się na nogi -

Cała łąka sromoty, rui… Boże drogi!

Nawet mniszek (mnich prawie), za krzaka w tej porze

Podgląda całą orgię, gdy w niej być nie może!

 

- Trza do domu w te pędy, bo się w zdarzy snadnie,

Że mnie tu, na tej łące Tadeusz dopadnie

I ulegnie podszeptom durnej zieleniny,

A tu łąka twardawa - gdzież jej do pierzyny!...

W domu będzie, co być ma, aleć nie tu przecie!

 (Sami Państwo widzicie, na co wpływ ma kwiecie.)

POWRÓT2

 

 

 

NAPITEK  WOJSKIEGO

 

Natenczas Wojski chwycił u pasa przypięty,

Bukłak zdobiony cudnie w różne ornamenty,

Wśród których „Coca cola” napis tkwił misterny.

A był na coca colę Wojski tak pazerny,

Że wszędzie z sobą taszczył bukłak pełen płynu

Owego, co jak żaden pobudza do czynu,

Orzeźwia, zgagę gasi, wapory wymywa,

Przyśpiesza bicie serca gdy mu rytmu zbywa,

A i z nerek kamienie wypłukuje przecie -

Nie masz nad coca colę nic lepszego w świecie!

Tak więc Wojski ów bukłak ku ustom przycisnął,

Głowę nieco odchylił, złotym zębem błysnął

Przełykając z rozkoszą płyn nie byle jaki;

Pił długo, degustował nie schodząc z kulbaki -

Niech zna puszcza litewska, każda jej ostoja,

Że nie masz nad Wojskiego tęższego opoja

Coca colą!…  Pić przestał - wszystkim się zdawało,

Że Wojski żłopie jeszcze, a to bulgotało

W bukłaku i Wojskiego przepastnym przełyku.

Nie masz nad coca colę, choć płynów bez liku!

 

 

POWRÓT3

 

 

ODA  DO  OGRODA

 

Znów na dół, kędy wieczna mgła zaciemnia

Trójświadomości ogrody zaklęte. Cóż głębia?

W dół po strunach od gitary!...

Wszak nie jesteś jeszcze stary -

Niechby i drogi były bardziej kręte!

Byłeś tu razy kilka. Długopis jak pazur

Ścinał kwiaty Nadziei, Wiary i Miłości.

Za pazuchę kwiat ścięty! - tu abstrakcja złości,

TAM barwne płatki ciśniesz w nieba lazur!

Tylko przedtem na każdym twój podpis. Dla wprawy

I TWOJEJ sławy.

Przyjdzie czas, gdy w mroki skoczysz,

Jękną napięte gitarowe struny,

Lecz dna nie sięgniesz, ogrodu nie zoczysz -

Pozostaną tylko diuny.

Więc zawiśniesz jak na lianie,

Między niebytem, a tym co istniało -

Nic nie krzewiłeś, a rwałeś niemało!

I ja tu bywam, lecz się nie odważę

Zdać wszystko na ślepy i głupi przypadek.

Pal diabli taką sławę!... Uśmiechnięte twarze

Wystarczą, gdy trójbarwność u stóp waszych kładę.

 

 

 

POWRÓT4

 

 

PIEŚŃ  ALMANZORY

„...Jeszcze się broni z wież Alpuhary...”

Jeszcze się broni zwierz Alpuhary,

Umyka chyłkiem w tajemne groty,

Lecz wciąż trafiają w kuchenne gary,

Bite w upornej obronie roty.

Hiszpanie męstwo cenić umieją,

Więc w Andaluzji, czy też Granadzie,

Nad losem zwierza gorzkie łzy leją

I zatapiają zęby w sztufadzie.

A pod powałą jamón serrano

(Szynka wędzona) - splendoru doda!

Salchichas, kotlet, … Wieczorem, rano …

- Tak jest, sénores, zwierza nam szkoda!

Nurt Almanzory skargę w świat niesie.

Rzeka łzom ludzi już nie dowierza -

Wie, w Alpuhary ostatnim lesie

Wkrótce nie będzie żadnego zwierza.

Jeszcze się broni zwierz Alpuhary -

Skryły go leśnych duktów pomrocza,

Gąszcze, zarośla, bagna, moczary

I niedostępne, skaliste zbocza.

Umilkli strzelce, stanęli szczwacze

I nasłuchują skręcając szyje -

Może się bydlę wreszcie rozkwacze,

Albo przynajmniej krótko zawyje.

Każdy „obrzyna” z nadzieją dusi

I taszczy paści wór na potwora;

Gdzieś ten cholerny zwierzak być musi.

Przecież nie kłamie pieśń Almanzora!

 

Widziałem nocą zielonowonną,

Tę rotę strzelców snu szalonego.

I mam nadzieję odtąd ogromną,

Że nie dopadną Alpuharego!

                                                             

 

POWRÓT5

 

 

POWRÓT  TATY

„Tata nie wraca ranki i wieczory,

We łzach go czekam i trwodze...”

Czy nadrubieżne dopadły go hordy,

Nienasycone i krwawe,

Gdy z Terespola w kierunku na Mordy

Wyruszył, kończąc wyprawę?

 

Może skusiła go jakaś dziewoja,

Chętna, niedroga a hoża -

Rzekła: Gałubczik, odpocznij po znojach!

I zwiodła tatę w bezdroża.

 

A może wracał od teutońskiej strony,

Może pobili go w Świecku,

Za to jedynie, że wóz miał czerwony?

Zbójcy, pomyślcie o dziecku!

 

Dziatki nie biegną tym razem na wzgórek,

Czasy się przecie zmieniły -

Dzisiaj nikogo nie wzruszy paciórek,

Dziś inne liczą się siły.

 

Córka, z kolesiów nielichą gromadą,

Pędzi pod ruską granicę.

Jadą bokserzy, karatecy jadą,

Gazowe wioząc rusznice.

 

Syn zasię ruszył, gdzie niemiecka zona,

Siostra mu świeci przykładem.

Co robi matka? - forsę zbiera ona.

Dużo. Na wszelki wypadek.

 

 

POWRÓT6