SANDRA PANKIEWICZ

urodzona 12.06.1989 r. (zdaniem Sandry był to dzień, w którym „świat wydał największe szaleństwo”). Ma wiele zainteresowań – śpiewa z różnymi kapelami, z własnej i nieprzymuszonej woli,  interesuje się poezją… Przy czym poezja interesowała ją zawsze… W ogóle jest osobą bardzo pogodną. I tyle.

 

 

 

JEST WE MNIE

 

Jest we mnie tyle miłości

niczyjej

Na krawędzi

Nie wiem czy jeszcze stoję czy już spadam

 

Jest we mnie tyle uczucia

Skradzionego

Podrzuconego

Przeterminowanego

 

Jest we mnie tyle życia

niczyjego

Resztką

Wycieram brudy z szyb tego świata

 

Jest we mnie. . .

 

Właściwie to już wszystko

 

 

 

SPOWIEDŹ

 

Spod obłoków wytchnienia

rozkładam ręce

Być?

Tylko dla rejestru w urzędzie

 

Tępym narzędziem

Broniłam rzeczywistości

aż buchnęło krwią niewinnych

na białe kartki

Chciałam wygrać

z losem

własną przestrzeń

pod zastaw duszy

i wszystkich definicji

 

Mój Aniele

aż pióra stają dęba

ale

Współistniałam

a horda bezpańskich

pchała się w bramy z kości słoniowej

jakby pomylili

nadzieje

z naiwnością

 

tak uwierzyłam -

idiotka

 

 

 

 

GDY RZEŹBISZ MNIE MUZYKĄ

 

Gdybym chciała odgadnąć

wszystko co zapisujesz

pod delikatnym dotykiem

słowem

nie zapytałabym

i brakuje mi

odwagi

 

Będąc chociaż jedną

z Twoich sześciu strun

(sam widzisz ze rozmawiamy inaczej)

Będąc chociaż jednym klawiszem

pod Twoim palcem

i świadomie

czekać

 

 

to wszystko przychodzi łatwo

gdy rzeźbisz mnie muzyką

 

 

 

****

 

Stałam się monotonna

Jak ta pogoda za oknem

Chociaż i tam czasem deszcz

Czasem śnieg

Nawet słońce

A ja stałam się banalna

 

Z niecierpliwością czekam na wiosnę

Bo może

 

Nie

ty wolisz lato i ciepłe noce

 

A ja znów czekam na wiosnę

 

 

 

A JA TAK

 

Dla mnie nie musisz pisać o miłości

Już wystarczy

 

Dla tych paru sekund

Zamieszczę napis na bilbordzie

Że znalazłam

Upragnioną wolność

Chociaż

Postradałam zmysły

 

chcieli mnie zamknąć w klatce

A to ja sama

zatrząsnęłam drzwi

 

Niech nikt we mnie

Nie szuka więcej

Od uśmiechu

Niedbałego spojrzenia prędkości świetlnej

Nikt

 

                                                  Oprócz Ciebie

 

 

 

BEZSENNOŚĆ Z PRZYJACIELEM

 

Nakreślony księżyc na firance

posyła uśmiech i grymasy

zmienne jak chwile

Jednooki bandyta

przebrał się za rogala

i blaskiem roztapia serce

 

Nic prócz nocy

I tyle skromności

 

Bo jeśli pozwalasz mi

być snem i marzeniem

to chce

chodzić po omacku

byle tylko oddychać

spokojem

Twojego szeptu.

 

ŚWIAT OSZALAŁ

 

Gdzie wyrastają odpowiedzi

świat oszalał

I powywracał wczorajsze

Na opak czy wspak sobie

Wydaje się że jest dobrze

a to przecież

patologie szczęścia

Szerokie sumienie

prawie zapchane

odłamkami ludzkości

a na dokładkę poematy miłosne

że prawie zapomniałam

do jakiej epoki należymy

Pogubiłam godziny

i wszystkie pary kończyn

Teraz nawet brzytwę

można wyrzucić

 

Odpuśćmy sobie winy

bo przecież

Bóg nie ma czasu-

układa scenariusze

 

 

 

PRZYŚNIŁO MI SIĘ

 

Pochodnie zgasły

wypaliło się wczorajsze

do ostatniego ziarenka

i nie mam serca

na taka potęgę

parzą kształty doczesności

 

Jak tu być człowiekiem

skoro ludzi tak mało

 

Kulturowi hazardziści

Sadyści dusz

i brak przestrzeni

dla Nas

kiedy tylko mogą

kopią

tam

Gdzie skrzydła nie mogą odrosnąć

 

Gdy się rodzimy

obdzierają Nas

z wrażliwości

a My

 

I tak tulimy ją do snu

rodząc nowy świat

 

 

I WSZYSTKO INNE

 

Przystanek zatrzymanych łez

Skrócone horyzonty czasu

Wróciły

Wystawione na próbę

Ramiona

Jak nie moje

Takie nieprzyzwyczajone

 

I wszystko inne

Co na siłę piękne

 

Z tej strony lustra

Nie ma wyprzedaży na szczęście

A ja żywię się

Rajem wspomnień

I modlitwą

By wróciło za każdą cenę

 

Po kawałku

Uliczne noce

Znędzniałe marzenia

szczypta bezwstydności

 

I wszystko inne

Co straciło smak

 

Przykryję się życiem

Tym które mam

Przecież

nie kończy się

 

 

APEL DO BUDOWNICZYCH

 

Nie znam takich krzywd

nie umiem

ich podzielić

Na starsze

lub młodsze

 

Przecież

„nie znam życia"-

zawsze tak mówiłeś:

„Nie zbieraj

myśli z chodnika

nie ma w nich nic

prócz brudu i pogardy"

 

Na tych twierdzeniach

wyrósł dom

Na zewnątrz

gorący

od zakazanych dyskrecji

O figlarnym kształcie

marzeń i planów

Nadzwyczajny że

brzydki

karłowaty

 

a w środku

 

nawet echo

nie chce zamieszkać

 

 

OBOK DUSZY

 

Nie szukałam jej

po zakurzonych kątach

pajęczych sieciach

Krecich norach

Nie wyczekiwałam jak pierwszej gwiazdki

i corocznych urodzin

Po prostu

przyszła

z nadzieją i wiarą

w dłoniach

z odbiciem lustra

 

Zostawiła

to co silne

nowe i prawdziwe

pasujące później niż wcześniej

Zamieszkała

wraz

z pierwszym oddechem.

 

 

 

W FAŁSZYWEJ INSPIRACJI

 

obrazy

przelatują

przed twarzą

jak stada

dzikich motyli -

Trochę czułości

Miłości

Zdrady

 

Łamiąc im skrzydła

spokojnie oddaje

wolność

Nie brak mi cierpliwości

wiec bez afrodyzjaków

przekonam się

do tu obecnych prawd

i ciemnoty na nasze piękno

To nie przekazanie broni

ale jedyne lekarstwo

na „DZIŚ”

 

na razie profilaktycznie -

 

przekrzyczę dusze

że wiem

kim jestem

 

 

 

***

 

Zaczaruj
moje oczy
nie chcę już
patrzeć!
Usiądź
na ambicji
by zabrakło mi sił.

Tak spokojnie
uczyłeś
oddychać
to teraz zabij
serce
by znów było
moje...