MARCIN PASIECZNIK

autor wierszy i mikroopowiadań pasjonuje się grafiką, malarstwem i - oczywiście - poezją. Jest autorem okładki jednego z almanachów, a także ilustratorem poszczególnych stron. Wiele jego rysunków zamieściło Wołczyńskie pismo literackie „Ulotna przestrzeń”. Twierdzi, że własną transformację „przechodzi co dzień", czego wyrazem są jego wiersze - trochę mroczne i nasycone melancholią. W 2008 roku wspólnie z klubowym kolegą Adamem Boczarskim  wydał tomik  „Szukam linków do twojej duszy”.

 

 

 

SZEPTY

 

Poskromiwszy przestrzeń

od dawna nieuchwytną

przeszedłem po suficie

aby zebrać resztki ludzkiej tęsknoty.

Za parawanem świata „psychicznych”

dzieci dobijały marzenia.

Słyszałem jak cichutko szlochały pod noskami

nad grobami wraków cywilizacji.

Spoglądaliśmy ze Smutkiem na Niepowodzenie

które utkwiło w tym świecie.

Siedziałem w głębi lampy przestrzennej

czekając na sen, który wyszedł

około siódmej rano.

Noc wpadła przez okno

upadła na podłogę

przykleiła się do ścian i sufitu.

w małej szklanej poduszce

schowała poprzedni dzień.

Ucieczka od rzeczywistości

zaczęła się koszmarem:

gryzły zęby, paznokcie,

potem palce, a potem – ból

stoczył się na piedestał wytrzymałości.

Umarłem w jakiejś chwili

po czym wymiotowałem pikantną duszą.

Zrzuciwszy skafander pilota

począłem rozpatrywać się w oparach nocy.

Pokój duży za chwilkę zmalał

do rozmiarów grochu.

Sen i muzyka Anny Marii

rozpalają w piecu płomień

który w takt melodii tańczy z sadzą.

W głowach zamieszkał blask

rozjaśniając i karmiąc sny wpatrujące się

ślepo w pryzmat wiecznej radości…

 

 

NAD GŁOWAMI

Błękitne pole

pełne białych smoków.

Mały ludek

lekki jak ptak

z wielkimi skrzydłami.

Uleciał w górę

i znikł

gdzieś w myślach.

 

 

ALFABET

 

To nie jest żadne przesłanie,

ani jakaś lekcja przetrwania.

niczego nie będę udowadniać

prócz swojego istnienia (czasami).

Nowych rzeczy nie pokażę

zmienię tylko ich znaczenie –

może jednak coś zostanie…

 

Akt – pierwszy

Bóg – wystawił mnie na próbę

Czas – ma mnie w dupie

Droga – wiecznie błądzę

Egzystencja – to i tak za dużo

Fantazja – ucieczka od rzeczywistości

Gorzki – smak piwa

Herbata – częstuję przyjaciół

Iluzja – jest rzeczywista

Jabłko – jest warte grzechu

Kłamstwo – inna prawda

Ludzie – nie zawsze są ludźmi

Łaźnia – miejsce oczyszczenia

Miłość – trwa wiecznie

Nieład – miejsce gdzie można się odnaleźć

Ogień – daje ciepło

Prawda – jest ukryta

Rozczarowanie – zawsze boli

Starość – można się przyzwyczaić

Śmierć – czeka na mnie

Transformacja – przechodzę ją co dzień

Upadek – niezapomniana lekcja

Wiara – lek na przetrwanie

Zło – czasem jest dobre

Życie – staram się wykorzystać

 

 

 

BABA

 

Kochane babcie miłe wspomnienie.

Kakao ciepłe, ciastko słodkie — ach.

Kołysanki, przed podróżą w nieznane.

Gwiazdy w oczach ciepłe i spokojne.

Księżyce na suficie, krążące radośnie.

Pierzyna chroniąca przed potworami.

Róże piękne czasem kłujące.

Zabawy w wesołym miasteczku.

Wspomnienia dobre na zawsze.

 

 

 

DRZWI

 

Czy jestem tu

W miejscu moich marzeń?

Zastygnięty w bez ruchu,

Myślami zaczarowany.

 

Czy jestem kimś,

Kogo nie zna moje uczucie.

Okaleczony i owinięty bandażami,

Nie znający normalnej szarości.

 

Stoję tak w tych drzwiach,

Wieki mijają zapomniane

A ja trwam w moim przekonaniu

Że rankiem znów się obudzę.

 

 

PORANEK

 

Czy zapach kwiatów z rana

Może cię obudzić?

Czy kawa do stołu podana

Do zamyślenia cię popchnie?

Czy wstawanie lewą lub prawą nogą

Ma znaczenie?

Czy słońce w stanie jest

Wywiercić dziurę w oknie?

Czy nowy dzień

Będzie lepszy od poprzedniego?

Czy czarny kot przynosi nieszczęście?

Czy proste rzeczy są trudniejsze?

Czy zastanawiają się ludzie

Nad życia znaczeniem?

Czy sens mają pytania,

Których nie zna odpowiedź?

 

I tak dalej i tak dalej...

 

 

 

POŻEGNANIE

 

Pamiętasz tatku ktoś był u mnie dziś

W pokoju

w zamknięciu mówiliśmy do ust.

Potem wyszedłem a Ty powiedziałeś - nie ma sensu.

 

Spotkałem się z nią ona świece przyniosła

W puszczy ponurej w domku na drzewie

Szepnęła mi do ucha i zgasł płomyk w sercu.

Zgasła świeczka i nastała ciemność.

 

Odeszła, zabrała duszę a ja utknąłem na zawsze

Między ziemią a niebem

 

Kochany tatku przepraszam, że tak bez pożegnania wyszedłem

I na obiad nie zdążę już.

Ucałuj mamę i wyjaśnij jej

Że tak musiało być.

Zapal lampkę u mnie w pokoju

Żebym mógł trafić jak będę wracał do domu.

 

Kocham cię

 

Twoje wspomnienie.