24 LIPCA, TO DZIEŃ WŁÓCZYKIJA

 

Włóczykij w byle jakim towarzystwie to Powsinoga, ale za to na salonach mówi się o nim bardziej elegancko: Obieżyświat, Globtrotter… Proponuję zostać przy Globtrotterze, bo znam dwoje bardzo sympatycznych Namysłowian z taką właśnie przypadłością.

Jednym z nieustających namysłowskich Obieżyświatów jest Pani Czesława Kosturek, której zapewne łatwiej wyliczyć miejsca w jakich nie była i która znakomicie opisuje to, co podczas wypraw widziała. Zaś drugim Obieżyświatem jest Wiesław Karliński (inaczej: Carley lub Wilhelm Karud), znany od lat nie tylko Wenianom i czytelnikom istniejącej niegdyś Gazecie Ziemi Namysłowskiej.

Wszystkim Obieżyświatom, a namysłowskim przede wszystkim, życzę następnego tysiąca krętych dróg, bo takie ponoć są ciekawsze. Do życzeń zamiast kwiatków dokładam dalszą część niniejszego felietonu.

 

WŁÓCZĘGA

Tak zatytułowałem balladkę, którą napisałem w marcu 1978 roku, na jakiś konkurs, w którym przysporzyła mi nagrodę. Jeden z moich Przyjaciół podczas swoich niezliczonych wypraw natknął się na „Śpiewnik rajdowy” („Piastowski rekonesans”) wydany z okazji XV Chorągwianego Rajdu Turystycznego – Paczków ’84. Na stronie 16 śpiewnika znajduje się moja „Włóczęga”, opatrzona informacją, że piosenka prezentowana była na XIII Chorągwianym Festiwalu Piosenki Harcerskiej, przez zespół „Kwinta” z Prudnika. Ciekawe co ją tam zaniosło, bo jestem przekonany, że nie znam nikogo ani w Paczkowie, ani w Prudniku.

No to co, śpiewamy? – śpiewamy!

 

CGCC7// FCG // FC// GCC7 (2x)

G// CC7// FCG// F// Ca// GFC/ (2x)

 

Mam na butach z drogi kurz i pył na twarzy,                   

A we włosach zwiędłej trawy niosę źdźbło.                    

Nie wiem, gdzie wędrówki kres,                          

Nie wiem, co się jeszcze zdarzy - 

Ot, po prostu idę tam, gdzie wiatry dmą.                                     

Czasem zmoknę, gdy nie schronię się przed deszczem.

Czasem bąbli mi przysporzy słońca żar.

Nie narzekam nigdy, choć

nie wiem co mnie czeka jeszcze

I w tym tkwi włóczęgi mojej czar.

 

Czasem jest żal mi was,                                                     

Gdy jedziecie w samochodach,                                         

Gdy w fotelach samolotów dal skracacie.                         

Bo czym jest ciemny las                                                     

I czym chłodnej rzeki  woda,                                             

Z tych pojazdów w żadnym razie nie poznacie.                            

Czasem tak bywa, że

Wody braknie wam w chłodnicy,

Lub siądziecie niespodzianie na mrowisku -

Wtedy szukacie rzek,

Wtedy każdy klnie i krzyczy,

Choć to kontakt jest z przyrodą, mimo wszystko.

 

Z każdym rokiem coraz więcej w krąg betonu.

Lasów mniej, bo więcej dróg i aut.

Nie pomoże żaden cud –

sam nie wybuduję schronu,

Choćbym chciał, choćbym tego bardzo chciał.

Mam na butach z drogi kurz i pył na twarzy,

Ale w sercu jasnej wiary niosę liść,

Że nie będę w trosce sam,

że przyjaciół los mi zdarzy,

Którzy zechcą po przygodę ze mną iść.                          

 

Jeżeli nie przerazi Was kilka „wytrzeszczeń” zgromadzonych przez wielolecia, to balladę można wysłuchać tutaj: http://youtu.be/VykBwhofdoQ

W którymś „leciu” tekst uległ niewielkiej metamorfozie, ale to chyba na korzyść, dlatego nie przepraszam.

 

KaJ