Janusz Woźniacki

  

 

JANUSZ WOŹNIACKI (ur.1951) studiował socjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim specjalizując się w socjologii rodziny i socjologii kultury. W 1974 uzyskał stopień magistra a w 1983 stopień doktora nauk humanistycznych. Dodatkowo studiował psychoterapię, social work oraz kulturoznawstwo w Warszawie, Besancon i stanie Connecticut. Pracował jako badacz zachowań społecznych, wykładowca akademicki, pracownik socjalny, dziennikarz i psychoterapeuta.

Jego pasją jest poznawanie mozaiki kulturowej i religijnej współczesnego świata. Długie spacery pozwalające podziwiać piękno natury i architektury, joga i jazda na nartach są jego ulubionym sposobem rekreacji.

W poezji prezentuje subiektywne doświadczenia przemian stanów świadomości i zewnętrznego świata. Jego rozwój przebiega w opozycji dwóch kultur – europejskiej a szczególnie polskiej i amerykańskiej. Postrzega jednak kultury jako systemy ograniczające rozwój jednostki i poszukuje ponadkulturowych dróg wzrostu swojego człowieczeństwa.

Jest od wielu miesięcy sympatykiem Klubu Młodych Twórców „Wena” i nieustannie udziela duchowego wsparcia poczynaniom twórców tego klubu

 

 

 

 

TYTUŁY ZAMIESZCZONYCH WIERSZY

·  Ojciec

·  Dziewczynka z sąsiedniego przedziału

·  Pytanie

·  Kim jestem

·  Nocna burza

·  To tylko zapach

 

 

 

 

OJCIEC

 

Fotograficzna pamięć

niezapomnianych zakrętów czasu.

 

Nie chce wracać do ukrzyżowanej pokory

krzewu przerośniętego nadmiarem.

 

Myśli migającego pociągu

drzew wyciągających się

w linie moich mrocznych zmagań.

 

Jeszcze raz i raz

próbować

odrzucić krople cierpkiej cieczy

rozmazane w zaczerwienionej gardzieli

i odczuć triumf panowania nad opowiadaniem.

 

 

 

DZIEWCZYNKA Z SĄSIEDNIEGO PRZEDZIAŁU

 

Przyglądamy się sobie

Jadąc pomiędzy polami

Pokrytymi białą gładzią.

 

Słońce oświetla połówki naszych twarzy.

Ciekawość, niepewność, oczekiwanie

w cieniu jej twarzy,

chęć zabawy

w cieniu mojej.

 

Unosi niepewnie rękę,

zginając kilkakrotnie palce.

Moja dłoń kołysze się w powietrzu

 

Patrzymy w swoje oczy

rozbawione przygodą w pociągu.

 

Jej palce dotykają wargi

zdmuchując pocałunek lecący do mnie.

 

Czyż istnieje jakaś wspanialsza afirmacja

niż trzepotanie skrzydeł błękitnego motyla

dolatującego do moich oczu ?

 

 

PYTANIE

 

Idą przyglądając mi się uważnie,

przeciętni, moralni, swoi.

W ich spojrzeniach nieufność,

ukryta za lustrującymi oczyma.

 

Usta wzdęte w grymas niechęci.

Niepowtarzalny triumf wyższości

w spojrzeniach.

Cygan.

Uciekam w odruch wewnętrznego współczucia,

chroniąc się przed innością.

 

Dzisiaj mam inną twarz

kiedy wychodzę na ulicę.

Oni – tolerancyjni, religijni, patrioci.

Ich spojrzenia szepcą – dziwak.

Urwał się z choinki.

Niedokończony człowiek.

Nie taki jak my.

 

W innym ubraniu,

a mam ich miliardy,

jestem dla nich zboczeńcem.

 

Pogarda zapala płomyki nienawiści.

A ja pokorny, bez nazwy,

chciałbym odczuć ich serdeczność,

przełamać ich wątpliwości

i podziękować za prawo do inności.

 

Odważam się być Murzynem

bo tak naprawdę nim jestem.

Nie mam złudzeń.

Oni – dobrzy i szanowani,

Zamykając, dławią swoje serca.

 

Pytam wtedy,

kto jest prawdziwą ofiarą

codziennej przemocy człowieczeństwa,

ograniczenia siebie do własnego

 

 

 

KIM JESTEM

 

Po nieprzespanej nocy

wstaję z ociężałym ciałem

czując pokorę zagubienia

we własnej egzystencji.

 

Dzisiaj śpiew porannych ptaków jest jazgotem

natrętnych dźwięków,

a słońce i chłód poranka są klatką niechcianego dnia.

Wczoraj poranek jawił się

jak przebudzenie nowego świata,

a śpiew ptaków jak śmiech porannej radości.

 

Kim jestem kiedy świat jest tak różny codziennie?

Kim jestem kiedy w moim ciele i myślach inne odczucia?

 

A może właśnie jestem

aby odczuwać inność każdej chwili?

 

Odkrywca zmienności?

 

 

 

TO TYLKO ZAPACH

 

Siedzimy w „Pierogach świata”

pijąc marokańską miętę.

Eckhart Tolle i jego przyjaciele są z nami.

 

Myślimy głośno,

odkrywając,

że zmieniamy się patrząc w siebie.

 

Herbata daje pewność realności spotkania.

 

Wychodzimy w radości

odnalezienia bliskości

tego

co jest w nas.

 

 

NOCNA BURZA

 

Nocna burza budzi

wizerunek karzącego Boga, wyłaniającego się zza skłębionej chmury, wskazującym, grożącym

palcem chłostające pioruny.

Twarz Boga pomarszczona w złości

na niedoskonałe dziecko,

bezskutecznie próbujące

kolorować potężnego Ojca

Czy można kochać siebie?

Czy można kochać Boga,

wiedząc, że jego ręka nie zadrżała w Sodomie i Gomorze?